Obsługiwane przez usługę Blogger.

Ruchanki ;)

By 00:00 , , , ,

Ruchanki to słodkie drożdżowe racuchy pochodzące z kuchni kociewskiej (województwo pomorskie). Pierwotnie przyrządzane były z ciasta chlebowego, na mące żytniej i zakwasie. Gospodyni odejmowała nieco ciasta na chleb i na piecu smażyła placki na szybkie śniadanie, które potem spożywano z cukrem. Od czasów powojennych popularność zyskały ruchanki na mące pszennej i drożdżach, często również z dodatkiem jabłek. W 2008 roku ruchanki wpisane zostały na Listę Produktów Tradycyjnych. Cytując źródło, nazwa "ruchanki" pochodzi od słowa "wyruchane", czyli wyrośnięte i wyrobione
Jakkolwiek nazwa może budzić chichot i różnorakie skojarzenia, trzeba przyznać, że racuszki te są absolutnie przepyszne, a przy tym łatwe do zrobienia i wcale nie takie pracochłonne. W sam raz na słodki obiad :) 

Photobucket 

RUCHANKI 
(5-6 porcji) 
500g mąki, 
50g drożdży,
3 jajka, 
100g stopionego masła, 
500ml mleka, 
1 łyżka cukru, 
1 łyżka cukru waniliowego, 
2 duże lub 3 średnie jabłka, 
szczypta soli, 
olej do smażenia, 
cukier puder do posypania 

Drożdże wkruszyć do kubka i rozetrzeć z cukrem. Połączyć z ½ szklanki ciepłego mleka i odstawić na ok. 10 minut, aż rozczyn zacznie rosnąć. 
Resztę mleka podgrzać, wsypać cukier waniliowy i szczyptę soli. Cały czas mieszając (ja użyłam miksera z hakami do ciasta drożdżowego), stopniowo dodawać mąkę, stopione masło i roztrzepane w kubeczku jajka, a na koniec rozczyn drożdżowy. Jabłka obrać i pokroić w kostkę, wymieszać z ciastem. Ciasto zostawić na ok. 20 minut do lekkiego przestudzenia. 
 Łyżką nakładać porcje ciasta na rozgrzany na patelni olej. Smażyć na średnim ogniu z obu stron rumiane placuszki. Po usmażeniu odsączyć na ręcznikach papierowych z nadmiaru tłuszczu. 
Przed podaniem posypać cukrem pudrem. 


(na podstawie przepisu z bloga Majany)


Może zainteresuje Cię również

27 komentarze

  1. bardzo je lubię! i to nie tyllko, ze względu na nazwę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nazwa mnie tu zaciągnęła :D i nie żałuję :D

    OdpowiedzUsuń
  3. znałam je jako racuchy, nową nazwę przyjmuję, tradycja i dziedzictwo nie byle co:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ale nazwa:D hahahaha ja tez znam je pod nazwą racuchy;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja Mama robiła nam takie jak bylismy dziećmi,nawet nie wiedziałam,że jem"ruchanki"hahaha.U mnie to są po prostu racuchy,ale jak zwał,tak zwał są mega pyszne!

    OdpowiedzUsuń
  6. Uśmiechnęłam się patrząc na ich nazwę ;) tak czy inaczej wyglądają pysznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nazwa... coz, rozbrajajaca :D ale racuszki wygladaja przepysznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nazwa - bez komentarza :D Można się uśmiechnąć na sam widok - bo na widok placuszków już tylko zgłodnieć. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wybacz ze tutaj pytam,ale pisalas kiedys, ze pracowalas w chinskiej restauracji. Czy pamietasz moze przepis na slawnego kurczaka w kokosie? Zrobilabys mi wielka frajde, gdyz mieszkam w niemczech, a nasze chinskie menu jest zupelnie inne od tego co serwuja w Polsce. Pozd:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi Ci o kurczaka w cieście kokosowym, takie kulki? Jeśli tak, to robi się go tak: filety z kurczaka trzeba pokroić w dość grubą kostkę, oprószyć solą, pieprzem i obtoczyć w wiórkach kokosowych. Z jajka, mleka i mąki zrobić ciasto jak na naleśniki, tylko sporo gęstsze (o konsystencji gęstej śmietany). Pewnie jeszcze lepsze byłoby, gdyby zrobić to ciasto mleku kokosowym. Następnie kawałki kurczaka kucharz nabijał na drewniany patyczek od szaszłyków i maczał dokładnie w cieście, obracając patyczkiem, tak by ciasto dokładnie oblepiło kurczaka (ciasto nie może być za rzadkie, nie powinno zbytnio spływać z mięsa) i wrzucał na rozgrzany, głęboki olej. Smażył, aż zrobiły się rumiane. On miał wprawę i robił to szybko i zgrabnie, a kulki wychodziły niemal idealnie okrągłe, ale jak ktoś pierwszy raz próbował to prawie zawsze wychodziły mu ciastowe kulfony, ale nie można się zrażać ;))) Kurczę, sama muszę kiedyś zrobić ten przepis :) pozdrawiam!

      Usuń
    2. dopiero przeczytalam:)) Zrobilas mi mega niespodzianke, DZIEKUJE CI:)))

      Usuń
    3. Jak ja Ci dziekuje:)))

      Usuń
    4. chyba tam byl tez czosnek z tego co pamietam, a ciasto bez p. do pieczenia?

      Usuń
    5. "mój" kucharz czosnku nie dodawał na pewno, a proszek... kurczę, nie pamiętam. Ale w sumie to niezły pomysł, można dać z pół łyżeczki albo przynajmniej spróbować z częścią ciasta.

      Usuń
    6. Mirabelko, poczekam lepiej na Twoj pelny przepis-moje kulki wyszly strasznie twarde, a kokos byl niewyczuwalny:(

      Usuń
  10. tylko czemu coś tak dobrego i ładnego musi mieć tak okropną nazwę? fuj! ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochani czytelnicy nazwa placków pochodzi od sposobu ich pieczenia , mianowicie w czasie pieczenia chleba zostawały kawałki ciasta z którego formowano placuszki następnie kładziono je na plate czyli na blat kuchni węglowej na skutek wysokiej temperatury placki się poruszały ,stąd ta nazwa a smażone na tłuszczu nazywamy racuchami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tę ciekawostkę, wyjaśnia ona w takim razie inną genezę nazwy niż tę którą przedstawia strona Listy Produktów Tradycyjnych. Oczywiście nazwa "racuchy" jest popularna w całej Polsce, niemniej te racuchy zostały oficjalnie wpisane na Listę jako kociewskie "ruchanki" :)

      Usuń
  12. jest jeszcze coś takiego jak macanki, niezapominanie były miny moich wychowanków na obozie kiedy proponowałam im "macanki z dżemem" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co takiego? Też jakieś racuchy? :) Bo google nie wyświetla mi nic a nic na ten temat :(

      Usuń
  13. Zgadzam się całkowicie. Ruchanki są przepyszne ;) Również zrobiłam, z bardzo podobnego przepisu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mirabelko pyszne są te ruchanki.Usmażyłam je na obiad i nie został ni jeden:) pozdrawiam i dziękuje za przepis:)

    OdpowiedzUsuń
  15. jadłam na Kaszubach, muszę sama w końcu je zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja znam nazwę i oczywiście pyszne ruchanki od maleńkości (czyli od prawie 40 lat). Babcia tak je nazywała i u mnie nie wywoływały żadnych skojarzeń, bo takowych jako dziecko nie mogłam mieć. Później było trochę śmiechu wśród znajomych, ale do teraz tak je nazywam :) ( mój mąż zdębiał, jak ją pierwszy raz usłyszał - bo ja nie używam "takich" słów). Namówiłam moją mamę, żeby je jutro zrobiła dla wnuków - tylko u nas w wersji bez jabłek i bez robienia rozczynu. Wychodzą pyszne, zwłaszcza ciepłe!

    OdpowiedzUsuń