Obsługiwane przez usługę Blogger.

O Wilnie i chłodniku litewskim :)

By 22:12 , ,

Minęły już trzy tygodnie od mojego majowo-weekendowego wyjazdu do Wilna, a ja nic o nim tutaj konkretnego nie napisałam. A dziś... Dziś nadarzyła się okazja.

Zakochałam się w Wilnie. Jest magiczne. Coś jak Kraków, Warszawa i Praga w jednym. Po jednej stronie rzeki – stara część miasta, po drugiej – ta nowoczesna, a do tego niezwykła, czarująca dzielnica artystyczna Uzupis, mieszcząca się na półwyspie:

Photobucket

Photobucket

Tyle się teraz mówi, że Litwini nie są przyjaźnie nastawieni do Polaków... Powiem zupełnie szczerze, że kompletnie tego nie odczuliśmy. Może dlatego, że Wilno jest innym miastem niż reszta Litwy: wielonarodowościowym i otwartym. Tamtejsi ludzie tworzą fantastyczną mozaikę narodowości i kultur. Sami nasi znajomi, do których pojechaliśmy, mają korzenie białorusko-rosyjsko-żydowsko-ukraińsko-polskie.

To prawda, że kuchnia litewska (a jakże, to do jej tematu chciałam sprowadzić wątek tej notki:P) jest raczej ciężka i tłusta, jednak cepeliny z mięsem i chłodnik litewski bardzo mi smakowały. Podobnie jak kepta duona, czyli smażone w głębokim tłuszczu kawałki chleba, w wersji na bogato z dodatkiem sera. Potwornie tłuste, ALE – jakże wspaniale po tym wchodził alkohol :D

Photobucket

Zachęceni, postanowiliśmy także spróbować najdziwniejszej wg nas pozycji w menu, czyli świńskiego ucha. Wyobrażaliśmy sobie je jako małe, chrupiące kawałki, pieczone lub wędzone albo coś w tym stylu jak te kepta duona, gdyż znajdowały się na tej samej stronie w karcie menu. Lekko zbaranieliśmy, gdy przyniesiono nam CAŁE, miękkie, trzęsące się ucho obsypane górą żółtej fasoli. Żeby nie było: spróbowaliśmy po kawałku, choć ciężko było się przemóc. W smaku było jak golonka albo galareta wieprzowa, jednak konsystencja i wygląd tego był po prostu nie do zaakceptowania... Nie podołaliśmy ;)

Photobucket

(Mam nadzieję, że to świńskie ucho nie zniechęciło nikogo – naprawdę polecam zobaczyć Wilno z całego serca:) )

***
A napisałam te parę zdań, bo dziś przygotowałam swój pierwszy chłodnik litewski. Trochę dlatego, że dziś gorąco, trochę dlatego, że zatęskniło mi się za Wilnem, a trochę dlatego, że chciałam dodać jeszcze jakiś przepis do akcji ”Literatura na talerzu” u Muscat.
Parę tygodni temu Wojciech Orliński napisał w magazynie „Palce Lizać”: „Pan Tadeusz”, nasza epopeja narodowa, to książka, której stanowczo powinny unikać osoby na diecie. Po prostu nie da się przeczytać opisu uczty w dwunastej księdze i nie poczuć natychmiastowego ssania w żołądku.
Nie tylko w dwunastej księdze, bo opisy posiłków i rozmaitych dań pojawiają się bardzo często, ot, chociażby w księdze pierwszej:
"Mężczyznom dano wódkę; wtenczas wszyscy siedli
i chłodziec litewski milcząc żwawo jedli.
Nie bardzo wyobrażam sobie popijanie chłodnika wódką lub zagryzanie wódki chłodnikiem, no ale niech im będzie ;)

Przygotowując chłodnik, wsparłam się przepisem Roberta Makłowicza, jednak chłodniki, jakie jedliśmy na Litwie, podawano bez jajka, za to z gorącymi ziemniakami na osobnym talerzyku – i taka wersja bardzo mi odpowiada :)

Photobucket

CHŁODNIK LITEWSKI
(na 4 porcje)
1 pęczek młodej boćwiny z buraczkami,
1 litr kefiru,
pół szklanki kwaśnej śmietany 18%,
1 duży ząbek czosnku,
4-5 rzodkiewek,
i średni ogórek,
posiekany szczypiorek i koperek (po ok. 2 łyżki),
sól i pieprz,
odrobina soku z cytryny

Buraczki obrać i pokroić w drobną kostkę. Łodygi i trochę listków z boćwiny posiekać. Zalać niewielką ilością (ok. pół szklanki) wody i dusić ok. 10-15 minut. Odstawić do ostygnięcia, po czym wymieszać z kefirem i śmietaną. Dodać zgnieciony czosnek, szczypiorek i koperek, pokrojone w drobną kostkę ogórek i rzodkiewki. Dodać sól i pieprz do smaku, wymieszać i włożyć na kilka godzin do lodówki.
Przed podaniem każdą porcję można udekorować dodatkowo kleksem śmietany i zieleniną. Podawać z ciepłymi ziemniakami na osobnym talerzyku albo z jajkiem na twardo, jeśli ktoś woli ;)

Może zainteresuje Cię również

10 komentarze

  1. Bardzo lubię takie wpisy oraz chłodnik również;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigddy jeszcze nie bylam na Litwie (ani w ogole nigdzie na wschod od Polski), ale od jakiegos czasu chodzi za mna ochota na wyprawe w tamte strony. Swinskie ucho jakos nie kusi, ale za to chlodnik - bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  3. piękny kolor tego chłodnika:) przynajmniej raz w roku robię taki chłodnik:) uwielbiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Również odwiedziłam Litwę i Wilno w majówkę :)
    Jednak zahaczyliśmy też o Łotwę i muszę przyznać, że Ryga przyćmiła piękno Wilna. Z całego serca polecam odwiedzić obie te stolice - warto. A cepeliny były moim hitem. Za to nasze zdziwienie było wielkie, gdy zamówiona cebulowa okazała się chłodnikiem ze śledziami w occie! Swoją drogą blisko było złego zakończenia ze względu na moje uczulenie na ryby - nikomu nie przyszło do głowy, że w zupie cebulowej może być ryba ;) Na szczęście szybka reakcja uchroniła mnie przed problemami i wizytę w tamtej knajpie, mimo wszystko wspominam bardzo dobrze :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. grumko, ja za to przepadam za Waszymi relacjami z podróży :)

    Maggie, jeśli chodzi o wyprawy na wschód to Wilno było pierwszą moją taką wyprawą. W planach mam Lwów i nie tylko :)

    goh., ja dopiero wprowadzam chłodniki do naszego menu, wcześniej w ogóle ich nie jadaliśmy.

    tu-tusiu, ja też jestem uczulona na ryby i wiem jak to jest - trzeba mieć się cały czas na baczności, bo nigdy nie wiadomo, gdzie i do czego ją wcisną i nam podadzą :D
    Zaintrygowałaś mnie tą Rygą. W takim razie mam kolejne miasto na liście miejsc do zobaczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też jesteś uczulona na ryby? WOW! Jesteś pierwszą osobą, którą znam i ma takie samo durne uczulenie jak ja :) Może jeszcze jakieś inne nietypowe uczulenia? Ja np. nie mogę jeść większości orzechów poza... arachidowymi, czyli tymi, które uczulają najczęściej i najsilniej :D
    Tak samo cytrusami mogę się zajadać, a o jabłkach, gruszkach czy wiśniach i czereśniach mogę zapomnieć :(
    A Rygę polecam z całego serca. Tak urokliwego starego miasta jeszcze nie widziałam. I te mosty... No naprawdę pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  7. No właśnie, ponoć ryby są silnymi alergenami, ale uczulenie na nie nie jest tak "popularne" jak na orzechy czy cytrusy ;) Ja na szczęście nie mam innych alergii pokarmowych, tylko na kurz, roztocza i gęsie pióra (w pościeli). Ale wyczytałam niedawno, że z uczuleniem na ryby może być tak, że można być uczulonym tylko na niektóre gatunki. Niedawno zdarzyło mi się skubnąć kawałek wędzonego łososia i nic mi nie było, więc zamierzam spróbować go jeszcze trochę ;) byłabym bardzo zadowolona, gdyby się okazało, że łosoś mnie nie uczula - jest taki smaczny :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Prawdziwy chłodnik!
    Miałam nadzieję, że coś z polskiej klasyki wejdzie do mojej akcji i bardzo się cieszę!

    OdpowiedzUsuń
  9. O, nie! Świńskie ucho (oraz ogon) to prawdziwe rarytasy! Nie znacie się... :)
    Chyba tylko Polacy, Litwini i Chińczycy to jedzą. Dlatego tak lubię kuchnię litewską:)

    OdpowiedzUsuń
  10. szczerze mówiąc, pierwszy raz słysze, żeby ucho było podawane w całości i z grochem. zwykle w wileńskich knajpach wędzone, czy wędzono-gotowane ucho jest pokrojone w paseczki i podawane z tzw. dipem (ketchup, majonez albo mieszanka obu).

    OdpowiedzUsuń