No dobra, nie do końca w gaciach, tylko w porach - ot, takie moje luźne skojarzenie, wszak pory to także mocno potoczne określenie spodni :)
Brzmi zabawnie, ale smakuje znakomicie, o ile oczywiście lubi się pory :)
Przepis podpatrzony u annawk, z moimi zmianami.
 |
| kurczak z porem i pomidorami |
KURCZAK W PORACH
(na 4 porcje)
- 4 filety z piersi kurczaka,
- 1 por,
- 5-6 kawałków suszonych pomidorów,
- 1 puszka pomidorów,
- przyprawa meksykańska,
- 1 łyżeczka oregano,
- 1 łyżeczka mielonej papryki,
- sól i pieprz,
- oliwa lub olej do smażenia,
- szczypior z cebulki dymki do posypania
Filety natrzeć przyprawą meksykańską i przez kilka minut obsmażać z obu stron na silnie rozgrzanym oleju. Przełożyć mięso na talerz, a na patelnię wrzucić pora pokrojonego w cienkie półtalarki oraz drobno pokrojone suszone pomidory. Smażyć przez 1-2 minuty, mieszając, następnie podlać odrobiną wody i dusić przez chwilę. Następnie dodać pomidory z puszki wraz z zalewą. Doprowadzić sos do wrzenia, jednocześnie rozdrabniając łyżką pomidory. Dodać filety, przykryć sosem i dusić przez 10-12 minut na średnim ogniu, od czasu do czasu obracając mięso. Jeśli sos za bardzo zgęstnieje, dodać odrobinę wody. Doprawić do smaku solą, pieprzem, mieloną papryką oraz oregano.
Na talerzu każdą porcję posypać szczypiorem z cebulki dymki.
Podawać np. z pieczonymi ziemniakami.
 |
| kurczak z porami w sosie pomidorowym |
Może zainteresuje Cię również
W dzisiejszym poście miałam opublikować przepis na weneckie ciasto marchewkowe Nigelli. Niestety, jak to w życiu bywa, Opatrzność bywa złośliwa. Wydawało mi się, że to ciasto MUSI się udać. Widziałam je na tylu blogach. Przeczytałam tyle zachęcających opinii. Mało tego, rok temu robiłam przepyszne ciasto klementynkowe Nigelli, w którym również nie ma mąki, a jedynie zmielone migdały, więc nie miałam cienia wątpliwości, że coś się nie uda.
Niestety, ale moje ciasto wyszło niezjadliwe :D chyba zrobiłam coś źle, bo wg mnie więcej to miało wspólnego z surówką marchewkową sklejoną jakimś ulepkiem, niż z ciastem.
Masakra po całej linii.
W takich chwilach chce się po prostu rąbnąć ciastem w kosz i oddalić w popłochu od kuchni :)
Albo po prostu uznać całą sytuację za zabawną, znaleźć plusy (jakie to szczęście, że nie stać mnie było na orzeszki pinii do tego ciasta, w przeciwnym razie chyba bym ich nie odżałowała) i zrobić sobie coś na pociechę.
Dlatego w dzisiejszym poście, razem z Maggie, Chantel, Iloną, Panną Malwinną, Emmą, Kasią, Pluskotką, Anią oraz Kermeetem przesyłam uśmiech dla Gin znad szklanki z gorącą czekoladą z advocatem :)
Gin, byłaś jedną z pierwszych osób, które odwiedziły mojego bloga. Jedną z tych, dzięki którym chwilowe zainteresowanie przerodziło się w prawdziwą pasję :) Uśmiechałaś się do mnie – nieporadnego, początkującego świeżaka – i dziś ja odwzajemniam ten uśmiech :)

CZEKOLADA Z ADVOCATEM
(na 1 porcję)
- 2 paski czekolady deserowej,
- 150 ml mleka,
- 50 ml likieru advocat,
- 50 ml śmietanki kremówki
Schłodzoną śmietankę ubić na sztywno, kapnąć trochę advocatu i wymieszać.
Do rondelka wlać mleko, dodać połamaną czekoladę i podgrzewać, mieszając aż się rozpuści.
Na dno szklanki wlać resztę advocatu, a następnie ostrożnie przelać gorącą czekoladę, aby nie zburzyć warstw. Na wierzch pacnąć bitą śmietanę :)
Może zainteresuje Cię również
5 lutego obchodzony jest Światowy Dzień Nutelli. Ot, to tak w ramach ciekawostki ;)
Nutellę jadam rzadko, chociaż bardzo lubię. Nie jadam głównie z tego powodu, że po prostu rzadko się pojawia w naszym domu. A to dlatego, że moja siostra jak dorwie się do słoika, to opróżni go do końca. Czasem jak mieli tą łyżeczką w słoiku to sobie myślę, że jeszcze trochę, a dokopie się nią do piwnicy.
Inną sprawą jest to, że od Nutelli odstręczają mnie jej reklamy robiące ludziom wodę z mózgu. „Jako mama bardzo wierzę w nutellę”. Litości, co to za tekst? Bo jest w niej mleko, orzechy i kakao? Tja, tyle że na pierwszym miejscu w składzie jest cukier, na drugim tłuszcz, a rzekomo wartościowe dla dzieci składniki stanowią tylko małą część. Tylko ile osób tak naprawdę zwraca na to uwagę?
Nie jestem dietetyczną purystką, ale wg mnie najważniejsze jest, by ludzie zdawali sobie sprawę z tego, co jedzą. Szkoda, że edukacja żywieniowa w naszym kraju leży i kwiczy.
Trochę się uniosłam, a przecież miało być przyjemnie. Zrobiłam sobie wczoraj pyszne, puszyste placuszki z serka wiejskiego. Z Nutellą właśnie, chociaż można je jeść także w wersji nienadziewanej, polane miodem lub syropem klonowym. Z takim śniadaniem poranek musi być miły :)
 |
| placki z serka wiejskiego z nutellą |
PLACUSZKI Z SERKA WIEJSKIEGO Z NUTELLĄ
(przepis na 2 porcje)
- 2 jajka,
- 200 g serka wiejskiego,
- 4 łyżki mąki,
- 1,5 łyżeczki cukru,
- 1 łyżeczka cukru wanilinowego,
- 1 łyżka oleju lub stopionego masła,
- 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia,
- szczypta soli,
- olej do smażenia
Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę. Serek wiejski przełożyć do miski i rozdrobnić widelcem. Dodać żółtka, cukier, cukier waniliowy i stopione masło, wymieszać. Dodać pianę z białek i całość delikatnie połączyć. Na koniec dodać mąkę i proszek do pieczenia i jeszcze raz delikatnie wymieszać.
Na patelni rozgrzać niewielką ilość oleju. Nakładać łyżką okrągłe porcje ciasta, na środku każdego placuszka nałożyć niepełną łyżeczkę Nutelli i przykryć ciastem. Smażyć z obu stron na niedużym ogniu, aż będą rumiane z obu stron.
Podawać na ciepło.
Ja polałam placki polewą zrobioną z Nutelli wymieszanej z odrobiną gorącego mleka.
(przepis zaczerpnięty z książki „Sztuka gotowania na co dzień” Martina Pola)
 |
| placki z serka wiejskiego z nutellą |
Może zainteresuje Cię również
Bardzo smaczna, rozgrzewająca i treściwa zupa. Ciekawym akcentem jest to, że zamiast jajka na twardo, zawiera jajko w tzw. koszulce ;)
Pierwszy raz gotowałam takie jajka i muszę przyznać, że to o wiele łatwiejsze, niż mi się wydawało. Chyba będę je częściej robić, na przykład na śniadanie :)
CHIŃSKA ZUPA Z KURCZAKIEM I JAJKIEM
(przepis na 4 porcje)
- 1 litr bulionu drobiowego,
- ok. 15 cm kawałek pora,
- 150 g różyczek brokułów (mogą być mrożone),
- 150 g gotowanego mięsa z kurczaka (z bulionu – ja użyłam udka),
- 2 duże pieczarki,
- 4 jajka,
- 2 łyżki octu ryżowego (zastąpiłam octem winnym),
- sól
- 2-3 łyżki sosu sojowego,
- 1 łyżka wytrawnego białego wina,
- odrobina sosu chili,
+ posiekana papryczka chili do dekoracji
Przygotować jajka w koszulkach: Zagotować w garnku wodę, dodać sól i ocet ryżowy, po czym zmniejszyć ogień. Na mały talerzyk lub spodek wybić jedno jajko. Wodę zamieszać łyżką i delikatnie zsunąć jajko ze spodeczka w sam środek powstałego wiru. Gotować 2 minuty, po czym wyjąć łyżką cedzakową na talerz. To samo zrobić z pozostałymi jajkami.
W drugim garnku zagotować bulion. Por oczyścić i pokroić w półplasterki. Pieczarki oczyścić i pokroić w plasterki. Mięso pokroić na nieduże kawałki. Do gotującego się bulionu wrzucić por i pieczarki, gotować 5 minut, następnie dodać brokuły i gotować 3-5 minut, aż brokuły będą al dente. Dodać kurczaka, zupę doprawić sosem sojowym, winem i sosem chili.
Zupę rozlać na talerze, nałożyć po jednym jajku na porcję. Posypać odrobiną posiekanego chili i od razu podawać.
(na bazie przepisu z książeczki "Z kuchennej półeczki. Kuchnia chińska")
Może zainteresuje Cię również
W jednym ze starych numerów „Kuchni” (1/2011) znalazłam przepis Jamiego Olivera na pieczonego kurczaka z kuskusem i warzywami. Wyglądał bardzo obiecująco i nic nie szkodziło na przeszkodzie by go zrobić – zwłaszcza, że znalazłam na parapecie, w jednej ze stu tysięcy doniczek, świeżą miętę, rachityczną nieco, ale rosnącą sobie jak gdyby nigdy nic. Słowo daję, sama nie ogarniam, co ta moja mama sadzi w tych wszystkich doniczkach ;)
I powiem tyle: przepis w zupełności spełnił moje oczekiwania co do smacznego obiadu. Wszystkie składniki idealnie ze sobą współgrają – od lekko cytrynowego kurczaka, po aromatyczny kuskus z nutą kolendry i mięty.
PIECZONY KURCZAK Z KUSKUSEM
(na 4 porcje)
- 1 kurczak o wadze ok. 1,5 kg,
- 200g kuskusu,
- 2 nieduże czerwone cebule,
- 2 marchewki,
- 200g pieczonej papryki ze słoika*,
- 1 cytryna,
- 1 łyżka mielonej kolendry,
- 1 łyżeczka kuminu,
- 1 łyżeczka papryki w proszku (użyłam ostrej),1/2 łyżeczki wędzonej papryki w proszku,
- listki oberwane z kilku gałązek świeżej mięty,
- sól i pieprz
Rozgrzać piekarnik do temp. 200 stopni. Kurczaka umyć, osuszyć i ostrym nożem wykonać na skórze kilka głębokich nacięć. Dzięki temu sól i przyprawy wnikną w mięso, a kurczak upiecze się trochę szybciej. Następnie natrzeć go solą, pieprzem, kuminem i oliwą i ułożyć na blaszce lub w naczyniu żaroodpornym. Wyszorowaną cytrynę przekrojoną na pół włożyć do środka tuszki.
Kurczaka wstawić do piekarnika. Po 15 minutach zmniejszyć temperaturę do 180 stopni i dodać do kurczaka obraną i pokrojoną na kawałki marchew oraz cebule przekrojone na ćwiartki. Piec jeszcze przez godzinę, od czasu do czasu potrząsając blaszką. Kurczak jest upieczony, kiedy mięso można łatwo oddzielić od kości, a wypływający sok jest przezroczysty.
Upieczone mięso przełożyć na talerz i przykryć folią aluminiową. Warzywa grubo pokroić, wrzucić z powrotem na blaszkę i postawić na ogniu. Dodać 1 szklankę i mieszając drewnianą łyżką, zdrapać z dna smakowite, przypieczone soki.
Do sosu dodać posiekaną pieczoną paprykę, kuskus, paprykę w proszku oraz kolendrę. Szczypcami wyjąć z wnętrza kurczaka połówki cytryny i wycisnąć z nich sok na kuskus. Doprowadzić do wrzenia, wyłączyć ogień i odczekać 5 minut lub do czasu, aż kuskus wchłonie płyn. Przemieszać kuskus widelcem, dodać posiekaną miętę oraz parę łyżek oliwy (pominęłam oliwę) i ponownie wymieszać.
Podzielić kurczaka na porcje i podawać na warstwie kuskusu z pieczonymi warzywami
* Nie miałam takiego wynalazku, jak pieczona papryka ze słoika, więc po prostu wzięłam 2 strąki świeżej papryki i upiekłam na osobnej blaszce w czasie gdy piekł się kurczak. Potem lekko ostudziłam, zdjęłam z niej skórkę, pokroiłam w kostkę i dodałam do kuskusu zgodnie z przepisem :)
Może zainteresuje Cię również
Na moim blogu relatywnie mało jest przepisów na śniadania. Pewnie dlatego, że chociaż nigdy nie wychodzę z domu z pustym żołądkiem i śniadanie jem zawsze, to należę do osób, które wolą pospać sobie 15 minut dłużej, a potem w biegu zjeść „jakieś kanapki” albo „jakieś płatki”.
I to się już raczej nie zmieni ;)
Chciałabym jednak wzbogacić swoje śniadania przynajmniej w te dni, w które nie muszę wcześnie wstawać i się spieszyć. Jest sporo potraw, które chciałabym wypróbować, ale lenistwo zawsze brało górę.
Może więc trwający teraz Festiwal Śniadaniowy będzie takim małym mobilizatorem?
Tak więc pełna zapału przygotowałam wczoraj pastę z soczewicy i marchewki podpatrzoną u Agi-aa. I szybko przekonałam się, że wybór był trafny – kanapki z tą pastą smakowały wszystkim. Nie dodałam do niej chrzanu ani natki pietruszki, za to posypałam kanapki kiełkami rzodkiewki. Pycha! :)

PASTA Z SOCZEWICY I MARCHEWKI
(na 2-3 porcje)
1 duża marchewka,
30g czerwonej soczewicy (dałam trochę więcej),
1 ząbek czosnku,
1 mała cebula,
oliwa,
mielona papryka (użyłam ostrej),
sól i pieprz,
ewentualnie natka pietruszki i odrobina chrzanu (pominęłam)
Marchew obrać, umyć i pokroić na kawałki. Wrzucić do garnka razem z obranym ząbkiem czosnku i zalać wodą. Gotować do średniej miękkości marchewki. Następnie dodać przepłukaną na sitku soczewicę. Gotować jeszcze ok. 10-15 minut, aż soczewica i marchewka będą miękkie. Odcedzić (zachowując część wody z gotowania).
Cebulkę drobno posiekać i podsmażyć na odrobinie oliwy. Dodać do ugotowanych warzyw i wszystko zmiksować (z czosnkiem włącznie), w razie potrzeby dodając odrobinę wody z gotowania (ja nie musiałam). Doprawić do smaku solą, pieprzem i papryką. Dodać pietruszkę i chrzan (jeśli chcemy) i dokładnie wymieszać.
Może zainteresuje Cię również
To moje pierwsze „wspólne gotowanie” z innymi blogerami. Zebrało się nas aż 12 osób: Ania, Kabka, Maggie, Emma, Dobromiła, Pela, Pluskotka, Kermeet, Ilonka, Panna Malwinna oraz Shinju. No i ja. Nie ma co, zacne towarzystwo :D
Wszyscy ugotowaliśmy pyszną marokańską zupę z soczewicy i ciecierzycy.
Gdy już tę zupę ugotowałam, stwierdziłam, że jej smak jest mi dość znajomy. Hah, no i przypomniałam sobie, że kiedyś robiłam dość podobną zupę, ale bez cieciorki i trochę inaczej doprawioną. Dawno to było i zupełnie o niej zapomniałam ;)
W każdym razie dzisiejsza zupa smakowała mi tak samo jak i tamta, czyli bardzo-BARDZO :) Jest sycąca i fantastycznie rozgrzewa w tak przeraźliwie mroźne dni jak dziś.
(To nic, że dzisiaj ślęczę nad notatkami z nutrigenomiki cały dzień i nigdzie nie wychodzę – za oknem jest zimno i to mi wystarczy, by mieć pretekst do ugotowania czegoś rozgrzewającego ;)
Oryginalny przepis pochodzi z tej strony. Ja zamieszczam go ze swoimi zmianami, teoretycznie dostosowanymi na 4 porcje, w rzeczywistości i tak wyszło więcej ;)
Dziękuję wszystkim wymienionym za wspólne gotowanie – i jestem pewna, że wcale nie ostatnie :)
 |
| marokańska zupa z ciecierzycy i soczewicy |
MAROKAŃSKA ZUPA Z CIECIERZYCY I SOCZEWICY
(na 5-6 porcji)
- 200 g czerwonej soczewicy,
- 1 puszka ciecierzycy,
- 1 puszka pomidorów,
- 1 cebula,
- 2 ząbki czosnku,
- 1 łyżeczka świeżo startego imbiru,
- 2 łyżeczki mielonej kolendry,
- 1,5 łyżeczki mielonego kuminu,
- pół łyżeczki chili w proszku,
- pół łyżeczki nitek szafranu namoczonych w 2 łyżkach gorącej wody,
- 1 litr wywaru warzywnego,
- ¼ szklanki posiekanych listków kolendry (chwilowo nie dysponuję, więc pominęłam),
- ¼ szklanki posiekanej natki pietruszki,
- 1 łyżka oliwy,
- sól i pieprz,
+ dodatkowo do podania jogurt naturalny
W rondlu rozgrzać oliwę i podsmażyć na niej posiekaną cebulę, aż się zezłoci. Dodać czosnek przeciśnięty przez praskę, starty imbir, kolendrę, kumin i chili. Smażyć jeszcze przez minutę. Dodać szafran, pomidory z puszki oraz opłukaną na sitku soczewicę. Zalać bulionem i gotować do miękkości soczewicy (0k. 15 minut). Dodać osączoną i opłukaną ciecierzycę, gotować jeszcze 10 minut. W razie potrzeby doprawić zupę solą i pieprzem. Zdjąć z ognia, dodać posiekaną kolendrę i natkę pietruszki.
Każdą porcję przed podaniem udekorować łyżką jogurtu.
Może zainteresuje Cię również