Smaczny pomysł na nieskomplikowany obiad w ciągu tygodnia. Gdyby nie te orzechy, to w sumie byłyby to zwyczajne klopsiki w sosie pomidorowym, ale dzięki nim sos zyskuje ciekawy akcent i przyjemną chrupkość.
Takie klopsiki można podać praktycznie z każdym dodatkiem: ziemniakami, makaronem, ryżem lub kaszą. Ja podałam je z pęczakiem oraz fasolką szparagową :)
KLOPSIKI W SOSIE POMIDOROWO-ORZECHOWYM
(przepis na 4 porcje)
- 500g mielonego mięsa (np. wieprzowo-wołowego),
- 1 cebula,
- 1 duży ząbek czosnku,
- ½ szklanki grubo posiekanych orzechów włoskich,
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego,
- 1 szklanka wody lub bulionu drobiowego,
- 1 łyżeczka cukru,
- zioła prowansalskie,
- sól i pieprz
natka pietruszki,
- 2-3 łyżki oleju
Mięso przełożyć do miski, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, szczyptę soli i pieprzu oraz 1 łyżeczkę ziół prowansalskich. Całość dokładnie wymieszać i wilgotnymi dłońmi uformować małe klopsiki.
Na patelni rozgrzać olej, wrzucić klopsiki i smażyć minutę, potrząsając patelnią, żeby obsmażyły się ze wszystkich stron. Dodać cebulę i smażyć minutę, następnie dodać orzechy i smażyć jeszcze 2 minuty, poruszając patelnią. Wlać wodę lub bulion, dodać koncentrat pomidorowy i sporą szczyptę ziół prowansalskich. Wymieszać i gotować około 15 minut, aż sos zgęstnieje. Na koniec doprawić cukrem, solą i pieprzem.
Przed podaniem posypać natką pietruszki.
(inspirowane przepisem z b. starego numeru "Poradnika Domowego")
Może zainteresuje Cię również
Pyszny pomysł na rybę duszoną lekko pikantnym, kokosowym sosie. Halibut jest idealną rybą do tego typu potraw, ponieważ ma dość zwarte mięso, które nie rozpada się podczas gotowania. Jeśli jednak chcecie użyć innej ryby, łosoś lub dorsz również będą dobrym rozwiązaniem.
TAJSKIE CURRY Z HALIBUTA
- (przepis na 2 porcje)
- 250-300g filetu z halibuta,
- ½ dużej czerwonej papryki,
- garść fasolki szparagowej (użyłam mrożonej),
- 1 cebulka dymka,
- 150ml mleka kokosowego,
- 1 łyżeczka tajskiej czerwonej pasty curry,
- 1 łyżeczka sosu sojowego,
- 1 łyżeczka świeżo startego imbiru,
- 1 płaska łyżeczka skrobi kukurydzianej lub ziemniaczanej,
- 1 łyżka oleju rzepakowego lub kokosowego,
- ćwiartka limonki,
- świeża kolendra,
W woku lub na patelni rozgrzać olej. Wrzucić pokrojoną w kostkę paprykę, fasolkę (świeżą fasolkę trzeba wcześniej pokroić i obgotować na półtwardo w wodzie), starty imbir i posiekaną cebulkę dymkę. Smażyć, mieszając, około 3-4 minut, aż warzywa nieco zmiękną. Następnie dodać pastę curry, mleko kokosowe i sos sojowy. Zagotować, dodać pokrojoną na kwałki rybę i gotować jeszcze 4-5 minut.
Skrobię rozmieszać w kilku łyżkach zimnej wody, wlać do woka i całość gotować jeszcze krótką chwilę, aż sos zgęstnieje.
Na koniec skropić sokiem z limonki i posypać świeżą kolendrą.
Podawać z ryżem lub makaronem ryżowym.
Może zainteresuje Cię również
Listopad to czas, kiedy warto zacząć myśleć o gwiazdkowych prezentach i powoli obierać różne koncepcje, by w grudniu uniknąć niepotrzebnego stresu, zamawiania prezentów na ostatnią chwilę i wybierania w pośpiechu „czego bądź”. Wybierając prezent, dobrze jest usiąść na chwilę i zastanowić się, jakie obdarowana osoba ma pasje, zainteresowania i z jakiego upominku ucieszyłaby się najbardziej.
Firma My Gift Dna specjalizuje się w sprzedaży prezentów personalizowanych, z indywidualnymi nadrukami lub grawerami. Muszę przyznać, że wybór jest bardzo duży – od grawerowanych, eleganckich portfeli, kalendarzy i notesów, aż po deski do krojenia i kubki. Bez wątpienia obdarowana osoba ucieszy się z upominku robionego specjalnie dla niej.
Mnie, jak nietrudno się domyśleć, najbardziej zainteresowały gadżety kuchenne, w tym hit ostatnich miesięcy – grawerowany wałek do dekoracji ciasteczek. Ogromnie się ucieszyłam , że otrzymałam możliwość przetestowania go osobiście.
Firma oferuje duży wybór wzorów na wałkach, od prostych deseni po bardziej skomplikowane, oraz - oczywiście - personalizowane wałki z imieniem.
Moje upominki – wałek w wersji „folk” oraz kubek z zabawnym napisem – nie są wprawdzie personalizowane, ale akurat te wzory urzekły mnie najbardziej.
Przesyłkę otrzymałam błyskawicznie, kurier zapukał już na drugi dzień. Zawartość była bardzo starannie zapakowana i raczej nie ma możliwości, by kubek się potłukł podczas transportu.
Wałek został zapakowany w estetyczne kartonowe etui, na którym zamieszczono między innymi przepis na ciasteczka :)
Wałek jest wykonany z naturalnego, surowego drewna bukowego. Grawer jest wysokiej jakości – nawet przy tak drobnym wzorze nie ma żadnych uchybień ani odprysków. Co istotne, wałek jest 100% produkcji polskiej (polska firma RollingWoods), co ma wprawdzie swoje odzwierciedlenie w cenie, ale w tym wypadku idzie ona w parze z jakością.
Wizualnie wałek robi duże wrażenie, a jak sprawdza się w praktyce?
Przygotowałam ciasto według zamieszczonego na opakowaniu przepisu. Do jednej części użyłam cukru pudru z prawdziwą wanilią, a do drugiej dodałam łyżeczkę cynamonu. Schłodzone ciasto należy najpierw rozwałkować zwykłym wałkiem, a następnie podsypać mąką i raz, powoli i starannie, jednym ruchem potraktować wałkiem grawerowanym. Ciasto troszeczkę klei się do wałka, ale jeżeli podsypiemy go dobrze mąką, jego odklejenie nie sprawia żadnych problemów.
Na tak rozwałkowanym cieście możemy wycinać dowolne wzory foremkami. Ciasteczka przed upieczeniem koniecznie trzeba jeszcze raz schłodzić w lodówce (co najmniej 15 minut, ale w tym czasie po prostu nagrzewamy sobie piekarnik).
Przepis z opakowania okazał się całkiem dobry – wzorki na upieczonych ciasteczkach wyszły dość wyraźnie. Przypuszczam, że gdyby użyć wałka o większych, prostszych wzorach (na przykład serduszka albo gwiazdki), wzorek wyszedłby jeszcze lepiej widoczny.
Oczywiście taki wałek nadaje się nie tylko do dekoracji ciasteczek - można nim również odciskać wzory w masie marcepanowej, a nawet w modelinie lub glinie :)
 |
| kruche ciasteczka waniliowe |
 |
| kruche ciasteczka cynamonowe |
Warto jednak wiedzieć, że nie każdy przepis nadaje się do ozdabiania grawerowanym wałkiem – odpadają wszystkie ciasta z dodatkiem proszku do pieczenia, a także większą ilością tłuszczu – w obu przypadkach wzorek rozpłynie się podczas pieczenia.
Do ozdabiania za to świetnie nadają się szwedzkie pierniczki pepparkakor, na które przepis pojawi się wkrótce na blogu.
 |
| szwedzkie pierniczki pepparkakor |
Pewnie obawiacie się, że pielęgnacja takiego wałka może być kłopotliwa. Owszem, wałka nie można myć w zmywarce ani moczyć zbyt długo. Po skończonej pracy dobrze jest od razu umyć go pod bieżącą wodą za pomocą szczoteczki. Wbrew pozorom, zajmuje to dosłownie minutę.
Takie dekoracyjne, kruche ciasteczka świetnie smakują popijane kawą – najlepiej w jakimś fajnym kubku z zabawnym, nieskromnym napisem ;) Kubek w wersji latte jest bardzo duży (ponad 400ml) i solidnie wykonany. Nadruk jest dobrej jakości i odporny na zarysowania. Producent zaznacza, że kubki można myć w zmywarce z opcją niskiej temperatury, ale osobiście nie próbowałam, jako iż zmywarki nie posiadam.
Podsumowując, jestem pozytywnie zaskoczona powyższymi upominkami i jestem pewna, że niejednej osobie sprawiłyby one radość :)
KRUCHE CIASTECZKA
(przepis idealny do ozdabiania grawerowanym wałkiem)
- 260 g mąki pszennej,
- 100g cukru pudru,
- 125g zimnego masła,
- 1 jajko
dodatkowo do wyboru:
- 1 opakowanie cukru wanilinowego (użyłam cukru z prawdziwą wanilią),
- 50g kakao,
- 1 łyżeczka cynamonu
Mąkę przesiać, a do niej dodać masło pokrojone na drobne kawałki. Chwilę pougniatać, a następnie uformować w środku wgłębienie i wbić do niego jajko oraz wsypać cukier puder, a także cukier waniliowy lub kakao lub cynamon. Zarobić gładkie ciasto (uwaga – w przypadku ciasta z kakao konieczne może okazać się dodanie 1-2 łyżek zimnej wody).
Ciasto zawinięte w folię aluminiową umieścić w lodówce na 45 minut.
Następnie wyjąć z lodówki i rozwałkować tradycyjnym wałkiem do grubości 5mm. Lekko posypać ciasto mąką i jednym ruchem przejechać wałkiem grawerowanym po cieście. Wyciąć ciasteczka foremką i pozostawić w lodówce na 15 minut.
Prosto z lodówki przełożyć ciastka na blachę i wstawić do piekarnika nagrzanego do 190 stopni C.
Piec przez 10-15 minut, aż brzegi zaczną się rumienić.
Po upieczeniu ostudzić ciasteczka na kratce.
Może zainteresuje Cię również
Paluszki drożdżowe to świetny dodatek do przeróżnych zup-kremów, rozmaitych past albo hummusu. Samodzielne zrobienie ich nie jest trudne, a smakują znacznie lepiej niż ze sklepu. Najsmaczniejsze są tego samego dnia – mają miękki środek i chrupiącą skórkę. Na drugi dzień robią się całe kruche, ale też są całkiem niezłe :)
Paluchy drożdżowe podałam m.in. jako dodatek do zapiekanej zupy serowej z oscypkiem.
PALUCHY DROŻDŻOWE
- 500g mąki pszennej,
- ¼ szklanki letniego mleka,
- 25g świeżych drożdży,
- ½ łyżeczki cukru,
- szczypta soli,
- 150g masła,
- 1 jajko (osobno żółtko i białko)
dodatkowo:
- sezam,
- mak,
- kminek,
- czarnuszka,
- sól gruboziarnista
Drożdże wkruszyć do kubka, dodać cukier, a po chwili rozetrzeć. Gdy drożdże staną się płynne, wlać letnie mleko i odstawić na 5-10 minut.
Masło posiekać razem z mąką i solą, aż powstanie kruszonka. Dodać żółtko i zaczyn drożdżowy, wyrobić gładkie ciasto. Przełożyć do miski, przykryć i odstawić do wyrośnięcia na około 40 minut.
Gdy ciasto podwoi objętość, podzielić je na 2 lub 3 części. Każdą z nich rozwałkować na podsypanym mąką blacie na grubość około 4 mm , a następnie pociąć na paski szerokości 1,5 cm i długości ok. 15 cm. Paski układać w niewielkich odstępach na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Posmarować je roztrzepanym białkiem i posypać wybraną posypką. Można je skręcić, obracając jeden z końców – wtedy będą wyglądać bardziej dekoracyjnie. Odstawić jeszcze na 15-20 minut, by paluszki nieco podrosły.
Piec w 180-200 stopniach przez 15 minut, aż będą złocistobrązowe.
(przepis podpatrzony u Edysi)
Może zainteresuje Cię również
Ten przepis to świetny pomysł na urozmaicenie nieco nudnego dodatku do obiadu, jakim jest ryż. Świetnie pasuje zarówno jako dodatek do tradycyjnych meksykańskich potraw (na przykład indyka mole poblano lub fajity z kurczaka), jak i bardziej zwyczajnych dań, takich jak szaszłyki albo grillowane piersi z kurczaka.
CZERWONY RYŻ PO MEKSYKAŃSKU
(przepis na 4 porcje)
- 180-200g ryżu długoziarnistego,
- ok. 450ml bulionu warzywnego lub drobiowego,
- ½ cebuli,
- 1 ząbek czosnku,
- ½ papryczki chili,
- 1 łyżka oliwy lub oleju,
- 1 czubata łyżeczka słodkiej papryki w proszku,
- 1 duży pomidor lub ½ szklanki przecieru pomidorowego (ewentualnie 1 solidna łyżeczka koncentratu pomidorowego),
- sól i pieprz,
- natka pietruszki lub świeża kolendra
Ryż opłukać i namoczyć w wodzie przez 15 minut, po czym odsączyć na sitku.
Pomidor sparzyć wrzątkiem, obrać, usunąć galaretowatą część nasienną. Miąższ zmiksować z cebulą, czosnkiem i chili na w miarę gładką pastę (nie musi być super dokładnie). W razie braku pomidora, pastę miksujemy z przecierem, ewentualnie koncentratem.
W rondlu o grubym dnie rozgrzać oliwę lub olej. Wsypać ryż i smażyć na niedużym ogniu około minuty, cały czas mieszając. Dodać zmiksowaną pastę pomidorową, wymieszać. Wlać bulion, dodać paprykę w proszku. Dokładnie wymieszać i gotować pod przykryciem na małym ogniu około 20 minut, aż ryż będzie miękki. Od czasu do czasu zamieszać i razie potrzeby dolać jeszcze odrobinę bulionu lub wody. Na sam koniec dodać nieco posiekanej natki pietruszki lub kolendry i wymieszać.
Może zainteresuje Cię również
Tom kha to najbardziej znana tajska zupa. Najpopularniejsza wersja zawiera mięso z kurczaka i nazywa się tom kha kai lub tom kha gai (kai/gai = kurczak). Inne odmiany tej zupy to na przykład tom kha thale (z owocami morza) lub tom kha taohu (z tofu).
Ja w tej zupie zakochałam się od pierwszej łyżki, kiedy to jadłam ją w wegetariańskiej restauracji Pod Norenami, gdzie mięso kurczaka z powodzeniem imitował seitan. Aromat i niesłychana mnogość smaków w tej potrawie jest wręcz odurzająca: zupa jest jednocześnie ostra, słodka i słona; pachnie galangalem, imbirem, mlekiem kokosowym i kolendrą...
Od dawna chciałam przygotować tę zupę w domu, ale trochę czasu trwało, zanim skompletowałam wszystkie składniki. O ile na przykład z zakupem imbiru czy mleka kokosowego nie ma żadnego problemu, o tyle zakup azjatyckich grzybów, liści kafiru czy trawy cytrynowej wymagał nieco cierpliwości (czytaj: czekania na azjatyckie akcje w Biedronce i Lidlu ;). Groszek cukrowy wydłubałam z mieszanki zielonych warzyw na patelnię. Galangal z kolei zakupiłam w wersji suszonej w internetowym sklepie z przyprawami. Jest to przyprawa niezbędna do zrobienia prawdziwej tom kha gai i nie można się bez niej obyć... tzn. można, ale to już nie będzie to ;)
Zapewniam jednak, że zupa ta warta jest żmudnego gromadzenia składników. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to chyba moja ulubiona zupa – w zeszłym tygodniu gotowałam ją 3 razy pod rząd ;)
Uwaga: Kurczaka można zamienić na krewetki albo tofu. W wersji wegetariańskiej rzecz jasna używamy bulionu warzywnego i pomijamy sos rybny. Zamiast bambusa, grzybów azjatyckich i groszku cukrowego można kombinować z innymi chrupiącymi warzywami (widziałam wersje z kiełkami fasoli mung, brokułami, zwykłym zielonym groszkiem albo fasolką szparagową). Konieczny jest jednak imbir, galangal, chili, liście kafiru, świeża kolendra, makaron ryżowy i oczywiście mleko kokosowe.
TOM KHA GAI
(przepis na 4 porcje)
- 700ml bulionu z kurczaka,
- 300ml mleka kokosowego,
- 1 mała papryczka chili,
- 1 płaska łyżeczka suszonego galangalu,
- 1 łyżeczka posiekanego świeżego imbiru,
- 1 ząbek czosnku,
- 1 łodyga trawy cytrynowej (lub 1 łyżeczka pasty z trawy cytrynowej ze słoiczka),
- 4 liście limonki kaffir,
- mała garść groszku cukrowego w strączkach (może być mrożony)
- 1 szklanka azjatyckich grzybów z puszki (łuskawiak nameko, pochwiak, mung, shiitake itp.),
- 4 łyżki marynowanych pędów bambusa,
- 1 filet z piersi kurczaka,
- 2 płaskie łyżki cukru,
- 1 łyżka sosu rybnego (ewentualnie sosu sojowego),
- ½ łyżeczki kurkumy (nie jest konieczna, ale zupa ma ładniejszy kolor),
- 150g makaronu ryżowego wstążki,
- świeża kolendra
Łodygę trawy cytrynowej przekroić na pół, obrać z zewnętrznej, suchej warstwy i lekko rozbić tłuczkiem. Imbir, chili i czosnek drobno posiekać.
Kurczaka pokroić na jak najcieńsze kawałki.
Bulion z kurczaka i mleko kokosowe wlać do garnka. Dodać liście limonki kaffir, trawę cytrynową, imbir, czosnek i chili. Całość doprowadzić do wrzenia. Dodać groszek cukrowy w strączkach, odcedzone z zalewy i przepłukane grzyby oraz bambus, wymieszać i ponownie zagotować. Dodać kurczaka i gotować na małym ogniu 5 minut. Dodać cukier, kurkumę i sos rybny (lub sojowy). Spróbować – zupa powinna być wyraźnie słodkawa i pikantna.
W osobnym naczyniu makaron ryżowy zalać wrzątkiem i odstawić na czas podany na opakowaniu. Odcedzić i rozłożyć do miseczek. Zalać zupą i posypać świeżą kolendrą.
Może zainteresuje Cię również
Pyszny, kruchy schab w aromatycznym sosie z suszonych śliwek i wina. Dużą zaletą tej potrawy jest minimalne zużycie tłuszczu, ponadto sos nie wymaga zagęszczania mąką ani zabielania śmietaną. Taki schab przygotowywałam już kilka razy – lubię wracać do tego przepisu, bo jest naprawdę prosty i bezproblemowy.
SCHAB W SOSIE ŚLIWKOWYM
(przepis na 4 porcje)
- 4 plastry schabu,
- 100g suszonych śliwek,
- 2-3 cebulki szalotki (zależnie od wielkości; można też zastąpić 1 czerwoną cebulą),
- ½ szklanki białego wytrawnego wina,
- sól i pieprz,
- odrobina oleju do smażenia
Śliwki kilka godzin wcześniej zalać winem i odstawić.
Schab lekko rozbić tłuczkiem, oprószyć solą i pieprzem.
Na patelni rozgrzać niewielką ilość oleju i obsmażyć na nim schab z obu stron. Dodać posiekane cebulki szalotki i smażyć jeszcze chwilkę, aż zmiękną. Dodać śliwki wraz z winem oraz pół szklanki wody. Przykryć i dusić na małym ogniu około pół godziny. Po tym czasie wyjąć mięso, a sos na patelni zmiksować blenderem – najlepiej nie całkowicie, tak by pozostały niewielkie kawałki śliwek i cebuli. Jeśli sos jest za gęsty, rozrzedzić go wodą lub winem. Mięso ponownie włożyć do sosu, doprowadzić do wrzenia i gotowe.
Podawać z ziemniakami lub kluskami śląskimi oraz ulubioną surówką.
Ja jako dodatki podałam dyniowe kluski śląskie i marynowane buraczki.
(przepis podpatrzony tutaj)
Może zainteresuje Cię również