I w końcu – tadam! – nadszedł czas na wontonowy deser, czyli przykład, że ciasto won ton wcale nie musi być podawane w pierożkach z mięsnym nadzieniem.
Nadzienie daktylowe skryte w chrupiących sakiewkach jest niemiłosiernie słodkie, dlatego 3 takie małe pierożki to chyba max, ile da się zjeść ;)
Poza tym wydaje mi się, że niewystarczająco cienko rozwałkowałam ciasto. Powinno być cieńsze.
Niemniej deser był bardzo smaczny :)

SŁODKIE PIEROŻKI WONTON Z OWOCAMI
(na 12 sztuk)
12 arkuszy ciasta wonton (kupić lub zrobić samemu - przepis),
175g suszonych daktyli bez pestek,
2 łyżeczki ciemnego brązowego cukru,
½ łyżeczki mielonego cynamonu,
1 łyżka mąki kukurydzianej,
3 łyżki zimnej wody,
2 łyżki klarownego miodu,
olej do głębokiego smażenia,
+ dodatkowo różne świeże owoce (np. kiwi, pomarańcza, jabłko, banan, mango, limonki)
Daktyle drobno posiekać, wymieszać je w misce z cukrem i cynamonem.
Rozłożyć arkusze ciasta wonton i na środek każdego z nich nałożyć po trochę daktylowego nadzienia. Mąkę kukurydzianą wymieszać z wodą i posmarować nią brzegi arkuszy ciasta. Założyć brzegi na nadzienie, ściskając razem końce i formując z pierożka sakiewkę.
Sakiewki smażyć na głębokim oleju (w 180 stopniach) partiami na złotobrązowy kolor. Gdy będą gotowe, wyjąć je łyżką cedzakową i odsączyć na ręczniku papierowym.
Miód lekko podgrzać, aby stał się bardziej płynny. Skropić pierożki miodem i podawać razem z owocami pokrojonymi na plasterki.
(przepis z książeczki „Z kuchennej półeczki. Kuchnia chińska”)
Może zainteresuje Cię również
Kolejna potrawa z wykorzystaniem ciasta won ton. Poprzednio podawałam przepis na zupę z pierożkami, jak i przepis na podstawowe ciasto won ton. Tym razem pierożki formowane są w inny sposób, gotowane na parze i podawane z sosem. Mogą być podawane na przystawkę (po 3 sztuki na osobę) lub w większej ilości jako danie obiadowe. Bardzo smaczne :)
 |
| pierogi won ton z wieprzowiną |
TAJSKIE PIEROŻKI WON TON NA PARZE
(na 12 sztuk)
- 200 g mielonej, chudej wieprzowiny,
- 1 łyżka suszonych krewetek (zastąpiłam 4 mrożonymi krewetkami),
- 1 zielone chili (dałam ¼ zielonej papryczki jalapeno),
- 1 mała cebula,
- 1 łyżeczka mąki kukurydzianej,
- 2 łyżki ciemnego sosu sojowego,
- 2 łyżeczki wina ryżowego (zastąpiłam białym wytrawnym winem),
- 12 arkuszy ciasta wonton,
- 1 łyżeczka oleju sezamowego,
- sól i pieprz,
- słodki sos chili do podania (lub inny wg uznania, np. sojowy)
Krewetki drobno posiekać. Wymieszać wieprzowinę, krewetki, posiekane chili (bez pestek) i cebulkę. Dodać mąkę kukurydzianą, sos sojowy i wino. Doprawić do smaku solą i pieprzem.
Arkusze ciasta wonton poukładać na stolnicy i na środek każdego wyłożyć łyżeczkę farszu. Krawędzie ciasta złożyć do góry, lekko ściskając koniuszki palcami, ale zostawiając mały otwór tak, aby było widać nadzienie.
Doprowadzić do wrzenia wodę w garnku do gotowania na parze, a górną część garnka posmarować olejem sezamowym. Poukładać pierożki na górnej części i gotować na parze przez 15-20 minut. Trzeba pilnować, aby woda w garnku nie przestała się gotować i żeby nie wyparowała całkowicie.
Pierożki podawać gorące, razem ze słodkim sosem chili.
Uwaga: w przypadku gotowania pierożków w bambusowych nakładkach do gotowania na parze, należy ułożyć je na arkuszu papieru do pieczenia, aby pierożki nie przykleiły się do bambusowych deseczek. Papier posmarować olejem sezamowym.
(przepis z książeczki „Z kuchennej półeczki. Kuchnia tajska”)
 |
| pierogi won ton z wieprzowiną |
Może zainteresuje Cię również
Jakkolwiek chroniczne malkontenctwo wyzierające z sobotnich felietonów Tadeusza Płatka w „Gazecie Krakowskiej” przeważnie mnie irytuje, tak w tym wypadku uśmiechnęłam się od ucha do ucha :) Oto pan Płatek odsłania podstępne oblicze poczciwej – zdawałoby się – dyni...

„JEST WIELKA, OKRUTNA I POMARAŃCZOWA
Dynia przeżywa renesans. Nagle wszyscy ją na nowo odkryli, każdy chce dorzucić kilka swoich pestek – nowych przepisów kulinarnych, pomysłów na wycinanki, trupie głowy i świeczniki. Nawet na wino.
Dynia jest na topie.
Ona to oczywiście bezwzględnie wykorzystuje, bierze odwet za lata lekceważenia. Mści się, w perfidny sposób, szczególnie na ludziach pracowitych i oszczędnych. Człowiekowi wrażliwemu na piękno trudno się oprzeć, żeby w sklepie nie kupić CAŁEJ dyni.
Wygląda ślicznie, w dodatku jest prawie za darmo. Po przekrojeniu i wyjedzeniu pestek, które wcale nie są suche i trzeszczące tylko miękkie i soczyste, kroi się dynię dajmy na to w kostkę.
Ona oczywiście już wtedy śmieje się swoimi olbrzymimi połówkami. Doskonale wie, że na dyniowe risotto i dyniowy placek zużyjemy tylko marną cząstkę. Naparstek ledwie z bezkresnej, pomarańczowej planety. Rozpłynie się, zaskoczy smakiem jesieni, świetnie skomponuje się z gałką muszkatołową, kieliszkiem chablis i ZOSTANIE.
Jej monumentalna reszta zajmie całą lodówkę. Jutro będzie sernik dyniowy i placki z dynią, pojutrze dyniowe racuchy i tarta.
Kupując całą dynię bądź pewny, że odtąd za swoją lekkomyślność przez cały tydzień będziesz miał cholerny dyniowy entliczek, pentliczek. Na pewno skończą ci się przepisy w Montanowej, Ćwierczakiewiczowej, nawet w Internetowej. Wkrótce będziesz miękki, pomarańczowy i święcie przekonany, że zarówno twój ojciec i matka, jak również dziadek i babka jadali wciąż...”
Brzmi znajomo, prawda? Dla mnie aż za bardzo ;)
Jednakże pan Płatek nie wziął pod uwagę dwóch rzeczy. Po pierwsze, niemal każde gospodarstwo domowe w Polsce jest dziś wyposażone w zamrażarkę, a dynia świetnie nadaje się do zamrażania – czy to w postaci kostek, czy dyniowego puree. Dzięki temu dynię możemy sobie dawkować wedle uznania.
Po drugie, pan Płatek chyba nie słyszał nigdy o „Festiwalu Dyni” prowadzonym co roku przez Beę. Niedawno zakończył się kolejny, a Bea zamieściła jego podsumowanie, dzięki któremu w dyniowych przepisach możemy przebierać i wybierać :) Nie ma opcji, aby pomysłów zabrakło.
Z takim orężem to my jesteśmy górą! :)
Może zainteresuje Cię również
Ciasto wonton jest powszechnie wykorzystywane w kuchni chińskiej i tajskiej, zwłaszcza do różnego rodzaju pierożków. Niedawno próbowałam kilka przepisów z jego wykorzystaniem i w najbliższym czasie podzielę się z Wami efektami :)
Ciasto wonton jest trudno dostępne, ja widziałam je tylko w sklepie z orientalną żywnością. Zastanawia mnie fakt, jak coś tak banalnie prostego do przygotowania może być tak niemiłosiernie drogie. O ile jeszcze jestem w stanie przełknąć cenę ciasta filo, bo samej na pewno nie udałoby mi się go zrobić, o tyle ciasto wonton to nic innego jak najzwyklejsze ciasto pierogowe z mąki i wody, bez jajka nawet.
Nietrudno się domyślić, że w tej sytuacji po prostu zakasałam rękawy i sama zagniotłam to ciasto.
Na pierwszy ogień poszły wontony z krewetkowym nadzieniem, które trafiły do pikantnej zupy chili. Pyszne, szkoda tylko, że porcje były dość skromne, bo chętnie zjadłabym więcej ;)
Przepis znalazłam w książeczce „Z kuchennej półeczki. Kuchnia tajska”.
 |
| zupa z pierogami wonton |
ZUPA CHILI Z KREWETKOWYMI PIEROŻKAMI WONTON
(na 4 porcje)
pierożki wonton:
170g gotowanych, rozmrożonych i obranych krewetek,
1 ząbek czosnku,
1 młoda cebulka,
1 łyżka ciemnego sosu sojowego,
1 łyżka tajskiego sosu rybnego,
1 łyżka posiekanej świeżej kolendry,
1 małe jajko,
12 arkuszy ciasta na pierożki wonton (kupić lub zrobić samemu – przepis poniżej),
zupa:
2 małe, ostre chili,
2 młode cebulki,
4 szklanki klarownego bulionu wołowego,
1 łyżka tajskiego sosu rybnego (zastąpiłam jasnym sosem sojowym),
1 łyżka ciemnego sosu sojowego,
1 łyżka wina ryżowego (zastąpiłam białym wytrawnym winem),
garść listków kolendry do przybrania
Krewetki drobno posiekać, przełożyć do miski i dodać posiekany czosnek, posiekaną młodą cebulkę, sos sojowym sos rybny, listki kolendry i żółtko jaja. Wymieszać.
Rozłożyć kawałki ciasta wonton na stolnicy i położyć na środku każdego z nich po 1 łyżeczce nadzienia. Posmarować brzegi białkiem i złożyć każdy kawałek w trójkąt, lekko zaciskając krawędzie. Złożyć do środka dwa ‘dłuższe’ brzegi trójkąta, sklejając je w środku odrobiną białka (czyli składamy dokładnie tak samo, jak nasze tradycyjne, polskie uszka do barszczu ;)).
Żeby przygotować zupę, pokroić chili pod kątem na cieniutkie paseczki (usuwając pestki). Tak samo pokroić młodą cebulkę.
Do garnka wlać bulion wołowy, sos rybny, sos sojowy i wino ryżowe i zagotować. Dodać chili i cebulkę. Wrzucić pierożki wonton i gotować 4-5 minut.
Podawać zupę i pierożki (po 3 szt. na porcję) w małych miseczkach, przybrane listkami świeżej kolendry.
CIASTO WONTON
120g mąki pszennej,
40ml wrzątku,
2 łyżki zimnej wody,
1,5 łyżeczki oleju roślinnego
Do miski wsypać mąkę, zalać wrzątkiem, dodać zimną wodę i olej i zagnieść ciasto. Wyrabiać na stolnicy posypanej mąką przez kilka minut, aż będzie gładkie i elastyczne. Następnie bardzo cienko rozwałkować i podzielić na 12 kwadratów o boku ok. 7 cm.
Może zainteresuje Cię również
Te polędwiczki robiłam już dwukrotnie. Oryginalnie mięso po prostu smarowało się marynatą, posypywało sezamem i piekło w piekarniku. Według mnie jednak, polędwiczki były wtedy zbyt suche. Dlatego za drugim razem najpierw obsmażyłam mięso, co zapobiegło wyciekaniu z niego soków podczas pieczenia.
Tak przygotowane polędwiczki można jeść zarówno na ciepło na obiad, jak i na zimno np. z pieczywem. W obu przypadkach są równie smaczne :)
Przepis pochodzi z książeczki „Z kuchennej półeczki. Kuchnia tajska”.

POLĘDWICA MIODOWO-SEZAMOWA
(na 4 porcje)
2 polędwice wieprzowe, każda po ok. 300g,
2 łyżki ciemnego sosu sojowego,
2 łyżki miodu,
2 ząbki czosnku,
2 łyżki ziarna sezamowego,
1 łyżka mąki,
1 duża cebula,
olej do smażenia
Przygotować marynatę, mieszając sos sojowy, miód i przeciśnięty przez praskę czosnek.
Mięso umyć i osuszyć, obsmażyć ze wszystkich stron na patelni na mocno rozgrzanym oleju. Zdjąć z patelni, posmarować marynatą i równomiernie obsypać ziarnem sezamowym. Przełożyć polędwiczki do naczynia żaroodpornego i wstawić do nagrzanego do 200 stopni pieca. Piec przez 10 minut. Po tym czasie, jeśli mięso będzie się zbyt rumieniło, można przykryć je folią i piec kolejne 10 minut (w sumie 20 minut pieczenia).
W tym czasie cebulę obrać i pokroić na cienkie talarki. Wsypać mąkę do miski, obtoczyć w niej talarki cebuli, strząsając nadmiar mąki. Rozgrzać olej na patelni i smażyć cebulę, aż będzie złocista i chrupiąca (uwaga, łatwo się przypala!).
Wieprzowinę podawać pokrojoną na plastry z dodatkiem smażonych cebulkowych krążków.
Może zainteresuje Cię również
Zielono mi, całkiem nie listopadowo.
Poniekąd za sprawą pysznej zupy, podpatrzonej tutaj, trochę zmodyfikowanej. Pysznie.
Nie chce mi się wierzyć, że w sklepach już rozkładają bożonarodzeniowe dekoracje ;)
KREM KALAFIOROWO-GROSZKOWY Z FETĄ
(na 4 porcje)
ok. 450g kalafiora (świeży lub mrożony),
300g zielonego groszku (mrożonego, nie z puszki),
1 mała cebula,
2 ząbki czosnku,
1 łyżka oliwy,
3 szklanki bulionu warzywnego,
sól, pieprz,
zioła prowansalskie,
ok. 80g sera feta
W garnku rozgrzać oliwę, podsmażyć na niej posiekaną cebulę, po chwili dodać przeciśnięty przez praskę czosnek. Smażyć ok. pół minuty, zalać bulionem, dodać kalafior (jeśli świeży, to podzielony na małe różyczki) i groszek. Gotować ok. 12-15 minut, aż warzywa będą miękkie. Zdjąć garnek z ognia, dodać szczyptę ziół prowansalskich i zmiksować zupę na gładki krem. Doprawić solą i pieprzem do smaku (aczkolwiek z solą oszczędnie, bo ser feta jest słony).
Każdą porcję zupy podawać z kosteczkami sera feta.
Może zainteresuje Cię również
Te klopsiki to jedna z bardziej popularnych tajskich potraw, obok różnych curry i pad thai’ów. Istnieje też wersja, gdzie zamiast kurczaka używa się mięsa z ryby.
Pamiętam artykuł w „Wysokich Obcasach”, w którym Agnieszka Kręglicka polecała tę potrawę na Walentynki. Podzielam jej entuzjazm. Po pierwsze, danie jest łatwe do zrobienia, więc nie zniechęca i nie wyczerpuje nas na resztę wieczoru. Po drugie, jest lekkie, więc po takiej kolacji organizm koncentruje się niekoniecznie na pracy żołądka ;) Po trzecie - po co w ten wieczór używać sztućców? Jedzenie palcami jest takie zmysłowe, a kuleczki maczane w sosie idealnie się do tego nadają.
A że dziś nie Walentynki? Wszak w kolacjach we dwoje najważniejsze jest to, by nie zdarzały się tylko raz w roku ;)
My wprawdzie przy takich okazjach preferujemy samodzielnie robione sushi, ale następnym razem chyba pokuszę się o takie kuleczki. Skoro już sprawdziłam, że smaczne – mogę śmiało częstować Drugiego Połówka ;)

KLOPSIKI Z KURCZAKA PO TAJSKU
(na 2 porcje)
- 2 małe filety z piersi kurczaka,
- 2 łyżki oleju roślinnego,
- 1 mała cebulka,
- ¼ łodygi selera naciowego,
- 1 mały ząbek czosnku
- 2 łyżeczki jasnego sosu sojowego,
- 1 białko,
- ½ pęczka młodej cebulki,
- sól i pieprz
sos:
- 3 łyżki ciemnego sosu sojowego,
- 1 łyżka wina ryżowego (zastąpiłam białym wytrawnym winem),
- 1 łyżeczka ziarna sezamowego
Pokroić kurczaka w 2 cm kostkę. Rozgrzać w woku 1 łyżkę oleju i smażyć kurczaka na dużym ogniu, ciągle mieszając, przez 3-4 minuty. Kiedy się dobrze zrumieni, wyjąć kurczaka z woka łyżką cedzakową i odstawić.
Do woka wrzucić posiekaną małą cebulkę, drobno pokrojony seler i zmiażdżony czosnek. Smażyć, ciągle mieszając, przez minutę, aż cebulka zacznie się rumienić. Przełożyć kurczaka, cebulkę, seler i czosnek do miski i zmiksować na gładką masę. Dodać sos sojowy, sól, pieprz i tyle białka, aby powstała dość gęsta masa. Z masy ulepić ok. 18 kulek wielkości orzecha włoskiego. Kulki umieścić na płaskim talerzu i włożyć do lodówki na co najmniej 1 godzinę lub do zamrażarki na 30 minut - schłodzone klopsiki zachowają ładny kształt podczas smażenia. W woku rozgrzać resztę oleju i smażyć klopsiki porcjami, przez 4-5 minut na złotobrązowy kolor, ciągle mieszając. Wyjąc łyżką cedzakową na papierowy ręcznik, aby odsączyć je z tłuszczu. Przykryć, aby nie ostygły.
Przygotować sos, mieszając ze sobą podane składniki.
Klopsiki podawać, maczając je w przygotowanym sosie.
(źródło: książeczka „Z kuchennej półeczki. Kuchnia tajska”)
Może zainteresuje Cię również