„W końcu Lasse powiedział do mnie i do Anny, żebyśmy popłynęły łodzią na stały ląd i zrabowały trochę jedzenia. Mamy zrabować to bogaczom – powiedział.
Wsiadłyśmy więc z Anną do łodzi i powiosłowałyśmy w stronę lądu. Nie mogłyśmy jednak w żaden sposób wymyślić, kogo mamy ograbić. Poszłam więc do domu do mamy i spytałam, czy mogę zrabować trochę jedzenia ze spiżarni i zabrać je ze sobą na wyspę, ponieważ Lasse, Bosse i ja nie zamierzamy wrócić do domu na obiad. Mamusia pozwoliła. (...)
Potem pobiegłam do Anny. Ona też miała pełen koszyk jedzenia. Miała siekane kotlety i wędzonkę, i cały bochenek chleba, i zupę jagodową w butelce, i sześć kawałków budyniu ryżowego. Gdy wróciłyśmy do kryjówki zbójeckiej, rozłożyłyśmy na trawie całe jedzenie. (...)
Butelki z mlekiem i zupą owocową podawaliśmy sobie tak, że każdy mógł napić się kilka łyków, gdy mu się zachciało pić. W końcu zjedliśmy wszystko oprócz dwóch kanapek z serem, które schowaliśmy w zbójeckiej kryjówce.”
Pamiętam, że po takich opisach przeważnie robiłam się strasznie głodna ;)
Zupa jagodowa znana jest również w wielu polskich domach. W przepisach na nią najczęściej jako dodatek podaje się makaron, a samą zupę zagęszcza mąką pszenną. W szwedzkiej jest trochę inaczej, ale sama zupa pewnie smakuje podobnie. Ja jadłam ją pierwszy raz i przyznaję, że jest bardzo smaczna, oczywiście jeśli lubi się zupy owocowe.
SZWEDZKA ZUPA JAGODOWA (Blåbärssoppa)
(dla 3-4 osób)
- 2 szklanki jagód (mogą być mrożone),
- 1 niecały litr wody,
- ¼ szklanki cukru,
- plasterek cytryny,
- pół łyżeczki mielonego cynamonu,
- 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej,
- jogurt lub gęsta śmietana
Jagody przebrać i umyć (mrożonych nie trzeba rozmrażać), zalać wodą, dodać cukier, plasterek cytryny i cynamon. Gotować na malutkim ogniu ok. 30 minut, aż owoce zaczną się rozpadać (ja gotowałam krócej i trochę rozdziabałam jagody widelcem). Mąkę ziemniaczaną rozprowadzić w niewielkiej ilości zimnej wody i wlać do zupy. Gotować chwilę, cały czas mieszając, aż zgęstnieje. Ewentualnie dosłodzić do smaku.
Podawać na ciepło lub na zimno – ja jadłam ją na zimno jako chłodnik, razem z dodatkiem jogurtu i biszkoptów ;)
(przepis wzięłam stąd)

Również bardzo miło wspominam "Dzieci z Bullerbyn" sprzed lat.
OdpowiedzUsuńZupa fajna, a mieliśmy okazję jeść podobną;-) Pozdrawiam;-)
A ja właśnie się zastanawiałam jak spożytkować ostatni słoiczek jagodowych zapraw - myślałam nad jagodowym budyniem po prostu... ale o! - może zrobię taką właśnie zupkę? M
OdpowiedzUsuńusi być pyszna - a na zimno w sam raz na gorące dni ^0^
Dziękuję za przepis :]
Pozdrawiam serdecznie,
AiS
Witaj Mirabelko :)
OdpowiedzUsuńJa do Ciebie przyszedłem z bardzo poważbym pytaniem :) Chodzi mi o gruszki w earl grey'u :) Końcowa ilość syropu wynosi ok. 3/4 szklanki, moje pytanie dotyczy tego jaką ilością wrzątku zaparzyć te 2 saszetki herbaty, żeby było dobrze? Bardzo mi te gruszki spodobały się i pewnie sobie na weekend je zrobię :) Jeśli zeczcesz odpowiedzieć to poproszę na moim blogu lub na e-mail :)
Ja chyba jestem ślepy, ale przeczytałem przepis na guszki 4 razy przed chwilą i nie znalazłem tych 2 szklanek wrzątku :)
OdpowiedzUsuńUps... :) Przepraszam Cię, mężczyzno, za to niedopatrzenie :) już wszystko poprawiłam. Dzięki za zwrócenie uwagi! :)
OdpowiedzUsuńŚliczny przepis! Aż mi ślinka pociekła :)
OdpowiedzUsuń